Nasz ślub był nietypowy, gdyż odbył się w kościele ewangelicko-augsburskim (luterańskim). Ja jestem luteranką a mój mąż rzymskim-katolikiem. Od samego początku kiedy rozmawialiśmy o ślubie braliśmy pod uwagę właśnie ślub w tym kościele. Mój mąż nie zmieniał wyznania, bo nie jest to konieczne przy ślubie mieszanym. W kościele luterańskim małżeństwo nie jest sakramentem (z uwagi na inną definicję sakramentu zastosowaną przez Lutra), ale związkiem tak samo świętym i nierozerwalnym. Program ślubu układaliśmy sami, łącznie z wyborem tekstów liturgicznych i przysięgi zaczerpniętej ze XVII-wiecznej agendy ewangelickiej. Ślubu udzielali nam dwaj pastorzy, jeden to pastor, który był przy mnie odkąd pamiętam i uczył mnie religii, drugi to mój przyjaciel ze studiów. Ślub był konkordatowy. Podaję tekst przysięgi (to, co ja mówiłam):
"Ja Agnieszka biorę sobie Ciebie Rafale za jedynego, miłego, ślubnego małżonka i ślubuję Ci moją chrześcijańską miłość i małżeńską wierność, Ciebie miłować i w żadnej przygodzie nie opuszczać, aż do śmierci. Tak mi Boże dopomóż".